29.03.10, 23:33

Beats of freedom – popremierowe refleksje (cz. 3)

"Prowokator" - felieton Jurka Wasiukiewicza, współwłaściciela Agencji Rysunkowej Jurek.pl, rysownika "Super Expressu" i "Najwyższego Czasu".

W zasadzie to na tej trzeciej części refleksji na temat kondycji buntu polskiego rocka lat 80. zakończę. Bo mógłbym tak jeszcze nudzić i narzekać tutaj jeszcze długo. W filmie „Beats of freedom” ujęła mnie wypowiedź Marka Niedźwieckiego, który na pytanie, czy cały ten bunt rockowy lat 80. był pod kontrolą i za pozwoleniem władz po to, aby młodzież odciągnąć od rzeczywistych form buntu, odpowiedział, że nie wie, że być może. Odpowiedź była szczera do bólu, nie było w tej wypowiedzi nic z próby przypisania muzyce rockowej lat 80. jakiejś nadzwyczajnej siły, która ciągnęła młodzież do walki z komuną …

Było to szczere i prawdziwe. Na ile bowiem to środowisko, nazwijmy je "kontrkulturowe", było tak naprawdę bezideowe, zinwigilowane i zapewne naszpikowane kapusiami, najlepiej chyba świadczy to, że na różnych balangach, prywatkach jakich nie przeżył nikt, jednym z gości bywała córka… generała Jaruzelskiego. Jaką musiał mieć pewność tatuś i jego esbeccy podkomendni, że córeczce nic na takich balangach nie grozi, że nikomu z tych „buntowników” nie przyjdzie do głowy pomysł porwania córki dyktatora. Rzeczywisty bunt tak naprawdę był jednak w tych latach gdzie indziej. Kiedy do Jarocina jeździło kilka czy kilkanaście tysięcy ludzi posłuchać sobie różnych zespołów, w pielgrzymkach na Jasną Górę ciągnęły dziesiątki tysięcy niosąc transparenty z napisem „Solidarność”. Kiedy w „Trójce” leciało „Przeżyj to sam”, na Mszach za Ojczyznę wszyscy śpiewali „Boże coś Polskę”, a człowiek, który te msze odprawiał zapłacił za swoją postawę najwyższą cenę. Muzycy tę cenę płacili tylko wtedy, kiedy sami się zaćpali.

Tak, piszę to z pewną irytacją, ale trudno mi zrozumieć np. choćby Kazika Staszewskiego, który teraz, kiedy kompletnie już ma wyjałowiony mózg z jakichkolwiek poglądów, kiedy deklaruje, że nie wierzy w Boga, to nagle właśnie teraz postanowił częściej pokazywać się w mediach, nie wiadomo po co. I lezie bezmyślnie do telewizji nie mając nic do powiedzenia, żeby tylko popaplać z innymi „buntownikami” o niczym. Kiedyś przynajmniej był jakiś, dziś jest kompletnie nijaki. Sama muzyka nie jest więc żadną siłą, rytmy wolności są tylko hasłem, które fajnie wygląda na znaczku wpiętym w skórzaną skórę i koniec. „Wolność, po co wam wolność, macie przecież telewizję”, a w niej Kazika.

Jurek Wasiukiewicz

Przeczytaj także:
Beats of freedom – popremierowe refleksje (cz. 1)
Beats of freedom – popremierowe refleksje (cz. 2)
Beats of freedom. Zew wolności – film zrobiony z pasji

Jerzy Wasiukiewicz na stałe współpracuje z takimi tytułami jak Super Express, do którego codziennie tworzy satyryczny komentarz wydarzeń, oraz z tygodnikiem Najwyższy Czas. Jego rysunkowe komentarze często cytowane są w telewizyjnych programach informacyjnych (m.in. w TVN24) przy okazji tzw. przeglądu prasy. W latach 90. ubiegłego wieku w Pulsie Biznesu ukazywał się pasek komiksowy jego autorstwa "Spółka ZOO", który redakcja tego dziennika okrzyknęła komiksem wręcz kultowym. Był twórcą pisma satyrycznego Gilotyna, które ukazywalo się jako dodatek w Super Expressie w roku 1996 i 2005, a w latach 1998-2003 było samodzielnym miesięcznikiem.

Komentarze

Subskrybuj RSS: rss
Oferty pracy

Aktualnie nie mamy ofert pracy.

Dodaj swoją ofertę
Konkursy
do 02.05.25

Do zdobycia jeden egzemplarz książki.

do 02.05.25

Do zdobycia jeden egzemplarz gry planszowej.

Polecamy
Konferencje

Zapraszamy do współpracy. Cena dodania do katologu od 149 PLN netto.