Prowokator:
Aster: Dżuma zamiast cholery
MediaFM.net :: prowokator
W świecie mediów trwa coraz bardziej zażarta walka o klienta - widza, słuchacza, czytelnika. Na coraz bardziej nasyconym rynku pojawiają się gracze, którzy pragną uszczknąć jeszcze coś dla siebie. Uszczknąć tak, aby się opłacało. Konkurencja - bardzo dobra rzecz, jednak w polskich warunkach przybiera ona groteskowe i niekiedy wzbudzające śmiech formy. Otóż w kwietniu wystartował DZIENNIK Polska Europa Świat, nowy gracz na rynku pracy codziennej wydawnictwa Axel Springer Polska. Najbardziej wejściem nowego tytułu przejęła się Agora, będąca wówczas na tęgim kacu po „sukcesie” Nowego Dnia. Jak należało się zatem spodziewać, na łamach Gazety Wyborczej rozpoczęło się polowanie na czarownice. I tak oto przez kilka miesięcy nie trzeba było kupować DZIENNIKA, aby dowiedzieć się o czym w DZIENNIKU piszą. Wspaniała to była rzecz - kupuję „Wyborczą” i czytam o czym piszą w „Wyborczej”, a dodatkowo przeglądam skrót informacji z DZIENNIKA, ba - nawet z FAKTU (nota bene Axel Springer Polska) i zapoznaję się z jedynie słusznym komentarzem dziennikarzy „Gazety”. Na początku było to nawet zabawne, potem stało się żenujące. Co bardziej inteligentny czytelnik mógł zaczytywać się w pyskówkach i „polemikach” dwóch dzienników, mając wrażenie, że uczestniczy w sprzeczce dwóch przedszkolaków, co przy rzekomej stateczności i inteligenckości Agory jest dość niesmaczne. Przepychanki nie przyniosły Agorze spodziewanego sukcesu, bo DZIENNIK i tak zdobył pewną pozycję rynkową, zaś pojęcia „michnicyzm” lub „michniczysz” urosły do rangi niemalże obelgi, karanej pojedynkiem, lub obiciem w ciemnej bramie za rogiem.
Równie wesoło w kwestii konkurencyjności jest w branży radiowej. Wprawdzie nikt się tu publicznie błotem nie obrzuca, jednak jako portal odnotowaliśmy ciekawostkę. Otóż w sytuacjach kryzysowych mamy w zwyczaju publikować specjalne raporty informujące o tym, jak media zareagowały na dane wydarzenie. Świeckim zwyczajem stały się maile z działów PR i szefów redakcji co poniektórych rozgłośni, którzy z oburzeniem reagując na raport, niemalże krzycząc i grożąc niewyobrażalnymi konsekwencjami informują, że przecież oni reagowali, oni informowali, a nawet ramówkę zmienili! Tyle, że ich prawda z prawdą rzeczywistą ma niewiele wspólnego, bo kłamstwo w tym przypadku ma bardzo krótkie kopytka, zaś ci najbardziej krzyczący zapominają, że istnieje coś takiego jak "szpieg" - nie tylko pracujący w danej redakcji, ale i w innych miejscach. Prawda konkurencjo?
Kolejnym przejawem zgubnej walki o rząd dusz jest pogoń za informacją i sensacją. Przykładem może być sesksafera i etap ustalania ojca dziecka Anety K. Okazało się bowiem, że Stanisław Łyżwiński nie był ojcem, co nie przeszkadzało mediom prześcigać się w informacjach na temat podobieństw dziecka do ojca, a co za tym idzie przedwcześnie ogłosić rubasznego posła szczęśliwym tatusiem.
Tragedia i dramat zawsze najlepiej się sprzedaje, co jasno było widać w dniach tragedii w Kopalni „Halemba”. Kilkudniowa eskapada największych mediów na Śląsk zakończyła się kilkudniową żałobą narodową, moim zdaniem nieuzasadnioną. Z całym szacunkiem dla rodzin zabitych górników, w ciągu minionych świąt na polskich drogach zginęło 96 osób. Czy to też nie jest tragedia? Czy rodzinom zabitych na drogach nie należy się pomoc materialna i psychologiczna? Ależ oczywiście że się należy, z tym tylko, że z powodu pojedynczych wypadków nie opłaca się robić wielkich spektakli medialnych, bo nie wzbudzi to wystarczającego współczucia u odbiorców. No i nie zapewni oglądalności. A zatem na przyszły rok należałoby życzyć więcej racjonalności i trzeźwego myślenia
Brak umiejętnego zarządzania konkurencją lub wręcz okresowa bezmyślność jednak niczym w porównaniu do największej porażki i zagrożenia roku, jaką jest obecność polityki w mediach, przede wszystkim publicznych. I nie piszę tutaj o codziennych relacjach z żenującego świata polskiej polityki, ale o faktycznej obecności czynników partyjnych w mediach. A pamiętacie jak miało być pięknie? - likwidacja bardziej zawadzającej nią pomagającej Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji odpartyjnienie mediów publicznych i uczynienie z nich obiektywnego medium na wysokim, co najmniej europejskim poziomie. Co z tych obietnic pozostało - widzimy. KRRiT pozostała i wydaje mieć się coraz lepiej. Zmienili się tylko członkowie ciała, wybrani "po kądzieli", czyli po linii partyjnego drzewa genealogicznego, bałagan przy Skwerze Wyszyńskiego zdaje się być coraz większy, zaś nakłady na urząd rosną. A co? Tanie państwo w końcu.
Największym skandalem jest jednak potraktowanie mediów publicznych jako swoistego łupu. Oto bowiem przewietrzono stołki i zasadzono na nich swoich pupilków, również według klucza partyjnego. Rok 2006 przyniósł gorzką refleksję - nie trzeba znać mediów i mieć jakiegokolwiek doświadczenia z nimi, aby nimi zarządzać. Oto bowiem w okresie gorącego lata dowiadywaliśmy się, że na stołkach decyzyjnych w rozgłośniach Polskiego Radia zasiadają ludzie nigdy nawet na oczy nie widzący radia od środka o pracy w nim nie wspominając. Na bruku lądowali często ludzie zasłużeni i doświadczeni tylko dlatego, że są nie z tej opcji politycznej, bądź też są politycznie podejrzani. Ich miejsce zajęli za to ludzie zasłużeni dla danej partii lub ci, którzy intuicyjnie w odpowiedniej chwili wiedzieli pod kogo się podwiesić. Schizofreniczne czystki trwały (i trwają nadal) w Polskim Radiu, gdzie delikatnie odsuwa się od anteny ludzi przez dyrekcję anten uważanych za niepożądanych, a przez słuchaczy niejednokrotnie lubianych i popularnych. W przypadku Jedynki skutki "reform" już zresztą widać. Bardziej drastycznie przeprowadzano zmiany Telewizji Polskiej - bardzo szybko poznikały programy mimo wszystko oglądane przez widzów i obecne na antenie od wielu lat (np. "Wielka Gra"). Programy kulturalne i ambitne filmy często nadal trzeba oglądać w porze dostępnej dla Nosferatu, zaś programy informacyjne i publicystyczne, mimo pozornego pluralizmu, wydają się być tubą propagandową rządzącej koalicji, prostowanej od czasu do czasu wrzaskiem któregoś z posłów, że na antenie za mało osiągnięć jego partii i dlatego "Wildstein musi odejść".
Polityka zresztą próbuje ustawić nie tylko media publiczne ale i komercyjne. Burza po "taśmach prawdy", seks-sensacjach Anety K., czy też zamieszanie wokół przeszłości prezesa Polsatu Zygmunta Solorza dowodzą, że władza chętnie widziałaby dziennikarzy jako tych posłusznie publikujących oficjalne stanowiska resortów i zadających jedynie słuszne i wygodne pytania.
Polska jest zresztą bodajże jedynym krajem demokratycznym, w którym władza hołubi jedną rozgłośnię i jedną stację telewizyjną, bywa w nich dosyć częstym gościem na ekskluzywnych wywiadach z kwiatami w finale, bywa na hucznie obchodzonych urodzinach, zaś dyrektora owego imperium wozi w "ludzkim odruchu" policyjną limuzyną. W państwie demokratycznym to dziwna, jeśli nie niebezpieczna praktyka, i tego typu wydarzenia media powinny obserwować ze zdwojona uwagą.
Oprócz negatywnych wydarzeń pojawiły się rzecz jasna również te pozytywne. Do przodu posunęła się w Polsce technologia telewizyjna. Za sprawą wejścia trzeciego gracza na rynku platform cyfrowych, obudziła się konkurencja, ta zdrowa konkurencja. Dzięki temu mamy szansę na szybszy niż nam się to obecnie wydaje rozwój telewizji wysokiej rozdzielczości, a co za tym idzie na obniżenie cen sprzętu HDTV, dziś jeszcze zbyt drogiego dla przeciętnego Kowalskiego. Spore szanse na sukces mają raczkujące jeszcze usługi PVR oraz VOD. W minionym roku powstało wiele kanałów tematycznych, w przyszłym roku powstanie jeszcze kilka następnych – zwiększy się zatem oferta i pole wyboru dla odbiorcy.
Przyjemną niespodzianką roku 2006 było obniżenie cen dostępu do szerokopasmowego Internetu i jest nadzieja, że ceny będą jeszcze niższe, co pomoże upowszechnić wirtualną rzeczywistość jeśli nie pod każdą, to przynajmniej pod większością polskich strzech.
Czegóż więc życzyć w nowym 2007 roku. Przede wszystkim dużo obiektywizmu i zdrowego rozsądku, rzetelnej i uczciwej konkurencji, odpolitycznienia mediów oraz szerokiego i łatwego dostępu do nowych technologii. To ze strony medialnej. Pozostałą kombinację życzeń pozostawiam do wyboru każdemu z Czytelników.
28.12.06, 18:06
Zobacz także: media, spore, krrit, programy informacyjne, dziennik polska, gramy, skandal, agora, radio, axel,
Rok 2006 w polskich mediach
Tomek Dzik
Za chwilę pożegnamy stary, 2006 rok. Rok który wprawdzie minął dosyć szybko, jednak obfitował w w wiele wydarzeń medialnych, tych pozytywnych i tych niestety również negatywnych.
W świecie mediów trwa coraz bardziej zażarta walka o klienta - widza, słuchacza, czytelnika. Na coraz bardziej nasyconym rynku pojawiają się gracze, którzy pragną uszczknąć jeszcze coś dla siebie. Uszczknąć tak, aby się opłacało. Konkurencja - bardzo dobra rzecz, jednak w polskich warunkach przybiera ona groteskowe i niekiedy wzbudzające śmiech formy. Otóż w kwietniu wystartował DZIENNIK Polska Europa Świat, nowy gracz na rynku pracy codziennej wydawnictwa Axel Springer Polska. Najbardziej wejściem nowego tytułu przejęła się Agora, będąca wówczas na tęgim kacu po „sukcesie” Nowego Dnia. Jak należało się zatem spodziewać, na łamach Gazety Wyborczej rozpoczęło się polowanie na czarownice. I tak oto przez kilka miesięcy nie trzeba było kupować DZIENNIKA, aby dowiedzieć się o czym w DZIENNIKU piszą. Wspaniała to była rzecz - kupuję „Wyborczą” i czytam o czym piszą w „Wyborczej”, a dodatkowo przeglądam skrót informacji z DZIENNIKA, ba - nawet z FAKTU (nota bene Axel Springer Polska) i zapoznaję się z jedynie słusznym komentarzem dziennikarzy „Gazety”. Na początku było to nawet zabawne, potem stało się żenujące. Co bardziej inteligentny czytelnik mógł zaczytywać się w pyskówkach i „polemikach” dwóch dzienników, mając wrażenie, że uczestniczy w sprzeczce dwóch przedszkolaków, co przy rzekomej stateczności i inteligenckości Agory jest dość niesmaczne. Przepychanki nie przyniosły Agorze spodziewanego sukcesu, bo DZIENNIK i tak zdobył pewną pozycję rynkową, zaś pojęcia „michnicyzm” lub „michniczysz” urosły do rangi niemalże obelgi, karanej pojedynkiem, lub obiciem w ciemnej bramie za rogiem.
Równie wesoło w kwestii konkurencyjności jest w branży radiowej. Wprawdzie nikt się tu publicznie błotem nie obrzuca, jednak jako portal odnotowaliśmy ciekawostkę. Otóż w sytuacjach kryzysowych mamy w zwyczaju publikować specjalne raporty informujące o tym, jak media zareagowały na dane wydarzenie. Świeckim zwyczajem stały się maile z działów PR i szefów redakcji co poniektórych rozgłośni, którzy z oburzeniem reagując na raport, niemalże krzycząc i grożąc niewyobrażalnymi konsekwencjami informują, że przecież oni reagowali, oni informowali, a nawet ramówkę zmienili! Tyle, że ich prawda z prawdą rzeczywistą ma niewiele wspólnego, bo kłamstwo w tym przypadku ma bardzo krótkie kopytka, zaś ci najbardziej krzyczący zapominają, że istnieje coś takiego jak "szpieg" - nie tylko pracujący w danej redakcji, ale i w innych miejscach. Prawda konkurencjo?
Kolejnym przejawem zgubnej walki o rząd dusz jest pogoń za informacją i sensacją. Przykładem może być sesksafera i etap ustalania ojca dziecka Anety K. Okazało się bowiem, że Stanisław Łyżwiński nie był ojcem, co nie przeszkadzało mediom prześcigać się w informacjach na temat podobieństw dziecka do ojca, a co za tym idzie przedwcześnie ogłosić rubasznego posła szczęśliwym tatusiem.
Tragedia i dramat zawsze najlepiej się sprzedaje, co jasno było widać w dniach tragedii w Kopalni „Halemba”. Kilkudniowa eskapada największych mediów na Śląsk zakończyła się kilkudniową żałobą narodową, moim zdaniem nieuzasadnioną. Z całym szacunkiem dla rodzin zabitych górników, w ciągu minionych świąt na polskich drogach zginęło 96 osób. Czy to też nie jest tragedia? Czy rodzinom zabitych na drogach nie należy się pomoc materialna i psychologiczna? Ależ oczywiście że się należy, z tym tylko, że z powodu pojedynczych wypadków nie opłaca się robić wielkich spektakli medialnych, bo nie wzbudzi to wystarczającego współczucia u odbiorców. No i nie zapewni oglądalności. A zatem na przyszły rok należałoby życzyć więcej racjonalności i trzeźwego myślenia
Brak umiejętnego zarządzania konkurencją lub wręcz okresowa bezmyślność jednak niczym w porównaniu do największej porażki i zagrożenia roku, jaką jest obecność polityki w mediach, przede wszystkim publicznych. I nie piszę tutaj o codziennych relacjach z żenującego świata polskiej polityki, ale o faktycznej obecności czynników partyjnych w mediach. A pamiętacie jak miało być pięknie? - likwidacja bardziej zawadzającej nią pomagającej Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji odpartyjnienie mediów publicznych i uczynienie z nich obiektywnego medium na wysokim, co najmniej europejskim poziomie. Co z tych obietnic pozostało - widzimy. KRRiT pozostała i wydaje mieć się coraz lepiej. Zmienili się tylko członkowie ciała, wybrani "po kądzieli", czyli po linii partyjnego drzewa genealogicznego, bałagan przy Skwerze Wyszyńskiego zdaje się być coraz większy, zaś nakłady na urząd rosną. A co? Tanie państwo w końcu.
Największym skandalem jest jednak potraktowanie mediów publicznych jako swoistego łupu. Oto bowiem przewietrzono stołki i zasadzono na nich swoich pupilków, również według klucza partyjnego. Rok 2006 przyniósł gorzką refleksję - nie trzeba znać mediów i mieć jakiegokolwiek doświadczenia z nimi, aby nimi zarządzać. Oto bowiem w okresie gorącego lata dowiadywaliśmy się, że na stołkach decyzyjnych w rozgłośniach Polskiego Radia zasiadają ludzie nigdy nawet na oczy nie widzący radia od środka o pracy w nim nie wspominając. Na bruku lądowali często ludzie zasłużeni i doświadczeni tylko dlatego, że są nie z tej opcji politycznej, bądź też są politycznie podejrzani. Ich miejsce zajęli za to ludzie zasłużeni dla danej partii lub ci, którzy intuicyjnie w odpowiedniej chwili wiedzieli pod kogo się podwiesić. Schizofreniczne czystki trwały (i trwają nadal) w Polskim Radiu, gdzie delikatnie odsuwa się od anteny ludzi przez dyrekcję anten uważanych za niepożądanych, a przez słuchaczy niejednokrotnie lubianych i popularnych. W przypadku Jedynki skutki "reform" już zresztą widać. Bardziej drastycznie przeprowadzano zmiany Telewizji Polskiej - bardzo szybko poznikały programy mimo wszystko oglądane przez widzów i obecne na antenie od wielu lat (np. "Wielka Gra"). Programy kulturalne i ambitne filmy często nadal trzeba oglądać w porze dostępnej dla Nosferatu, zaś programy informacyjne i publicystyczne, mimo pozornego pluralizmu, wydają się być tubą propagandową rządzącej koalicji, prostowanej od czasu do czasu wrzaskiem któregoś z posłów, że na antenie za mało osiągnięć jego partii i dlatego "Wildstein musi odejść".
Polityka zresztą próbuje ustawić nie tylko media publiczne ale i komercyjne. Burza po "taśmach prawdy", seks-sensacjach Anety K., czy też zamieszanie wokół przeszłości prezesa Polsatu Zygmunta Solorza dowodzą, że władza chętnie widziałaby dziennikarzy jako tych posłusznie publikujących oficjalne stanowiska resortów i zadających jedynie słuszne i wygodne pytania.
Polska jest zresztą bodajże jedynym krajem demokratycznym, w którym władza hołubi jedną rozgłośnię i jedną stację telewizyjną, bywa w nich dosyć częstym gościem na ekskluzywnych wywiadach z kwiatami w finale, bywa na hucznie obchodzonych urodzinach, zaś dyrektora owego imperium wozi w "ludzkim odruchu" policyjną limuzyną. W państwie demokratycznym to dziwna, jeśli nie niebezpieczna praktyka, i tego typu wydarzenia media powinny obserwować ze zdwojona uwagą.
Oprócz negatywnych wydarzeń pojawiły się rzecz jasna również te pozytywne. Do przodu posunęła się w Polsce technologia telewizyjna. Za sprawą wejścia trzeciego gracza na rynku platform cyfrowych, obudziła się konkurencja, ta zdrowa konkurencja. Dzięki temu mamy szansę na szybszy niż nam się to obecnie wydaje rozwój telewizji wysokiej rozdzielczości, a co za tym idzie na obniżenie cen sprzętu HDTV, dziś jeszcze zbyt drogiego dla przeciętnego Kowalskiego. Spore szanse na sukces mają raczkujące jeszcze usługi PVR oraz VOD. W minionym roku powstało wiele kanałów tematycznych, w przyszłym roku powstanie jeszcze kilka następnych – zwiększy się zatem oferta i pole wyboru dla odbiorcy.
Przyjemną niespodzianką roku 2006 było obniżenie cen dostępu do szerokopasmowego Internetu i jest nadzieja, że ceny będą jeszcze niższe, co pomoże upowszechnić wirtualną rzeczywistość jeśli nie pod każdą, to przynajmniej pod większością polskich strzech.
Czegóż więc życzyć w nowym 2007 roku. Przede wszystkim dużo obiektywizmu i zdrowego rozsądku, rzetelnej i uczciwej konkurencji, odpolitycznienia mediów oraz szerokiego i łatwego dostępu do nowych technologii. To ze strony medialnej. Pozostałą kombinację życzeń pozostawiam do wyboru każdemu z Czytelników.
28.12.06, 18:06
Zobacz także: media, spore, krrit, programy informacyjne, dziennik polska, gramy, skandal, agora, radio, axel,
Tygodnik Medialny
numer 396 (08.05.2008)
numer 395 (01.05.2008)
numer 394 (24.04.2008)
numer 395 (01.05.2008)
numer 394 (24.04.2008)
Subskrybuj Tygodnik Medialny portalu MediaFM.net
MediaFM.net: dziennikarz
Domeny.pl: Programista aplikacji internetowych
Domeny.pl: Specjalista ds. Marketingu i Public Relations
Domeny.pl: Programista aplikacji internetowych
Domeny.pl: Specjalista ds. Marketingu i Public Relations
Patronujemy:
Bilans tygodnia








