MediaFM.net :: prowokator

Dziadek nieślubnej żony Irakijczyka


Jarosław Pietrzak
Znalazłem się ostatnio w Owernii, w małym średniowiecznym, zupełnie nieregularnym pod względem struktury, miasteczku o nazwie Besse. W domu obok mieszka Irakijczyk ze swą nieślubną żoną i dziećmi. Owej nieślubnej żony dziadek przyjechał tu z Polski na jakiś rok czy dwa przed II wojną światową. Był wtedy bardzo młody i przybył do pracy jako żniwiarz, gdyż we Francji brakowało tanich, nisko płatnych robotników rolnych, a w Polsce z kolei brakowało pracy i płacy. Wybuch wojny zatrzymał go już na stałe w tych stronach. Podobnie wojna irańsko-iracka i wydarzenia, które po niej nastąpiły, zatrzymały tu owego Irakijczyka Hassana. Tak samo w XIX wieku przyjeżdżali na północ Francji i do Belgii polscy robotnicy do hut i kopalń. Tak jak dzisiaj absolwenci wyższych uczelni jeżdżą do pracy w knajpach, restauracjach, przy remontach i w rolnictwie do Wielkiej Brytanii, Holandii, Włoch, Szwecji, Francji. Od stuleci takie jest właśnie położenie polskiego społeczeństwa w światowym systemie kapitalistycznym.

Tymczasem panujący obecnie w Polsce reżim i pozostające na jego usługach media, ze szczególnym uwzględnieniem mediów neoliberalnych, które są święcie przekonane, że ten reżim krytykują, bezustannie zaklinają rzeczywistość. Zaklinają od 1989 roku, twierdząc, że to 40 lat komuny Polskę zubożyło, zderacjonalizowało gospodarkę, no i wszystkie inne nieszczęścia spowodowało; teraz trochę co prawda cierpimy, ale wynika to z tego, że musimy nadgonić te stracone 40 lat, co oczywiście się uda przez ślepe posłuszeństwo kapitalistycznym wzorcom i doktrynom. Przed nastaniem komuny było u nas tak znakomicie, że dziadek nieślubnej żony Irakijczyka trafił tu na pewno ze zwykłej ciekawości świata, a nie za pracą i pozwalającą na wyżycie płacą, podobnie jak jeszcze kilkadziesiąt lat wcześniej robotnicy do Lille.

Są to najzwyklejsze farmazony i dziennikarze, którzy tak bredzą, dzielą się na dwie grupy: tych, co kłamią, więc powinni zmienić zawód i tych, co są tak niedouczeni, że powinni zmienić zawód.

Takimi samymi farmazonami są lansowane przez media remedia na nasze ekonomiczne bolączki, takie jak bezrobocie, które skazuje absolwentów wyższych uczelni na pracę w zawodzie kelnera pod Londynem. Rozregulować rynek pracy, zmniejszyć obciążenia fiskalne i fiskalnopodobne (najniższe w UE), utrzymywać niskie płace (zwłaszcza płacę minimalną, będącą poniżej progu minimum reprodukcji siły roboczej, najniższą w UE), pozwalać pracodawcom robić, co im się żywnie podoba, w tym władać życiem pracownika od rana do nocy, i jeszcze dłużej. Te rzekome remedia pogłębiają ten stan rzeczy i prowadzą do dalszej redukcji miejsc pracy. Kto nie wierzy, niech sobie przeczyta najnowszą analizę 15 lat polskiej polityki „zwalczania” (czytaj: systematycznego wytwarzania) bezrobocia: Mieczysław Kabaj, „Ekonomia tworzenia i likwidacji miejsc pracy”.

Dzięki celowo wytwarzanemu bezrobociu w krajach takich jak Polska siła robocza tychże krajów jest tak tania, za sprawą czego w Londynie, Lille czy Rzymie nie zabraknie nigdy rąk do pracy, a tamtejsi robotnicy nie będą mogli zażądać za pracę zbyt wiele, bo się im zagrozi zatrudnianiem przybyszów na ich miejsce.

Polscy dziennikarze uprawiają wielostronną propagandę: z jednej strony widzą źródła każdego problemu w reliktach i zboczeniach komunizmu (nawet jeśli jego źródła tkwią w XV czy XVI wieku, jak to jest z gospodarczym podporządkowaniem i niedorozwojem Polski), a z drugiej agresywnie lansują rozwiązania, które tylko utrwalają i pogłębiają takie nasze położenie, które już dziesiątki lat temu sprowadziło do Owernii dziadka owej nieślubnej żony mojego znajomego Irakijczyka.

Do opisanego przez wybitnych historyków Małowista (najsłynniejszy na świecie polski historyk) i Kulę gospodarczego uzależnienia Polski od kapitalistycznego Zachodu, któremu dostarcza ona surowców i taniej siły roboczej, doprowadziła polska szlachta, która następnie trwale rozwijała ten stan rzeczy, czerpiąc z niego profity (to ona sprzedawała te surowce) i nie bacząc na los reszty społeczeństwa. Podział społeczeństwa na wąską „elitę” beneficjentów niedorozwoju i uzależnienia oraz resztę – jego żyjących w ciągłej ekonomicznej niepewności ofiar, okazał się w polskim społeczeństwie trwały i istnieje do dzisiaj. Szlachtę zastąpiły jedynie inne grupy społeczne, biorące po niej ten spadek.

Media i dziennikarze, którzy w nich pracują, stali się – uprawiając takową propagandę – częścią mechanizmów i struktur utrzymujących ten stan rzeczy, pozwalających na trwały rozwój niedorozwoju, a także częścią samego grona spadkobierców takiej roli szlachty.

03.12.06, 14:54


Zobacz także: dziadek, media, Wydarzenia, Tul, LG, ZNAK, DZIENNIK, IRA, Profit, One,