Prowokator:
Opolska dobra-Noc Kabaretowa
MediaFM.net :: prowokator
42 Krajowy Festiwal Piosenki Polskiej w Opolu w pełni, a raczej dobiegający już do końca. Poszczególnych pozycji Festiwalu nie oglądam, a tym bardziej się nie rozpisuję bo i po co? I tak recenzję i krytyki owego wydarzenia kulturalnego będzie można przeczytać w przyszłotygodniowej prasie. I obawiam się, że te same co w minionych latach.
Jedyną punktem imprezy, który przykuł moja uwagę, była Opolska Noc Kabaretowa.
Kabareton opolski ma bardzo bogatą tradycję - programy artystyczne kabaretu Dudek, Tey, występy Jerzego Kryszaka, Jana Pietrzaka czy też Krzysztofa Piaseckiego do dziś ogląda się z przyjemnością i rozrzewnieniem. Wiele tekstów i zapisów audio a czasem i wideo można znaleźć w Internecie i trzeba przyznać, że cieszą się one niesłabnącym powodzeniem.
W tym roku organizatorzy postawili na młodych twórców i młode kabarety. I dobrze - w Opolu powinniśmy zobaczyć to co nowe, świeże i najlepsze. I rzeczywiście, było młodo, nowo i świeżo. Jednak wiele skeczów z najlepszością miało niewiele wspólnego. A zaczęło sie dobrze: od kabaretu Ani Mru Mru. Występ może nie powalał na kolana, istnieją przecież lepsze numery duetu Marcin Wójcik - Michał Wójcik. Kabaret ma jednak swoją renomę, więc i ten występ można uznać za udany. Następnie pojawiła się Grupa Rafała Kmity ze znanym już, aczkolwiek nadal świetnym skeczem radiowym. Kto widział, wie o co chodzi. I tu zaczęły się schody, które rozwiały wokół mnie aurę kabetowego podekscytowania. Jedną z owych radiowych częstotliwości Grupy Rafała Kmity był Piotr P. - znakomity aktor, umoczony jednak w wymuszanie haraczu od swoich kolegów po fachu. Sprawa nieco zapomniana, ale chyba jeszcze nie wyjaśniona. Czy zatem taka osoba powinna się pojawić na, jakby nie było ważnym w kulturalnym kalendarzu festiwalu? To pytanie do organizatorów. Pytań, jednak już innego kalibru powinno pojawić się oglądając dalszą część kabaretowo-opolskiego spektaklu. Oto na scenę wpłynął Grzegorz Halama. Jak dla mnie człowiek nie tyle śmieszny, co irytujący. Artysta ma jednak wielu zwolenników i sądzę, że mimo mojej subiektywnej opinii miejsce na deskach opolskiego amfiteatru mu się należy.
Potem pojawił się kabaret Mumio i jednocześnie pojawiła się senność... Wspomnienia ćwiczeń mimicznych, mazów i kopytka pozwoliły przetrwać wijącego się w konwulsjach występu. Kolejnym punktem programu i gwoździem do trumny był Tomasz Jachimek. Twarz ciekawa, oryginalna i kabaretowa. Występ za to nudny i chaotyczny. Jego długość pozwoliła mi jednak na wyskoczenie za potrzebą i zrobienie kilku kanapek. Taka przerwa, reklamowa jakby.
Pod koniec pojawił się Jerzy Kryszak, zaś na końcu, po latach - Bohdan Smoleń. Obydwaj panowie nie zabawili długo, zapachniało za to starymi i dobrymi czasami kabaretu opolskiego.
Czyżby oznaczało to, że młode pokolenie nie potrafi robić kabaretu?
Cóż, w każdej dziedzinie życia jest tak, że jedni robią coś lepiej, inni gorzej. Opolska Noc Kabaretowa pokazała niestety, że gorzej. Były oczywiście i plusy. Była doskonała, wręcz mistrzowska konferansjerka w wykonaniu Macieja Stuhra. Jego prezentacja męskich (krakowskich w dodatku!) i żeńskich rozmów przez telefon rozbawiła mnie niemal do łez. Przez cały czas trwania programu przewijali się członkowie Kabaretu Moralnego Niepokoju, którzy w ciekawy i również rozweselający sposób poszukiwali skradzionej kuny. Uznania i grand prix należą się za skecz z Bożydarem. To jednak były tylko przerywniki między występami powiewającymi nudą i sennością. Publiczność opolska wydawała się (a jakże) rozbawiona, szczególnie bliskim towarzystwem wędrującej kamery. Mi niestety ten humor aż w takim stopniu się nie udzielił. Może za mało procentów i innych rozmaitych używek. Może w większym gronie
i na rześkim, czerwcowym powietrzu tego typu widowiska ogląda się z większą dawką optymizmu. Proponuję jednak na przyszłość staranniej dobierać artystów do kolejnych nocno-kabaretowych opolskich występów. Może połączyć stare z nowym? Znaleźć miejsce i dla Pietrzaka i dla Piaseckiego, nie odpychając jednocześnie młodych, zdolnych i co najważniejsze potrafiących rozśmieszyć kabareciarzy? Dobrym pomysłem byłoby również przeniesienie środka ciężkości humoryzmu z przerywników podczas których zmienia się scenerię, na rzecz występów i skeczów poszczególnych artystów, którzy chyba są fundamentem każdego takiego programu.
W przeciwnym razie Opolska Noc Kabaretowa będzie tylko na siłę przeciąganą z roku na rok tradycją, w której jasną stroną pozostanie jedynie przeszłość z ciemną stroną teraźniejsza chała i wiejąca nuda. Jeżeli owa teraźniejszość stanie fundamentalną zasadą tworzenia następnych Opolskich Nocy Kabaretowych, myślę, że najlepszym wyjściem będzie wyjście w miasto w celu rozweselenia się w doborowym gronie przyjaciół. Albo po prostu pójście spać.
12.06.05, 15:52
DODAJ DO:
Wykop
Opolska dobra-Noc Kabaretowa
Tomek Dzik
42 Krajowy Festiwal Piosenki Polskiej w Opolu w pełni, a raczej dobiegający już do końca. Poszczególnych pozycji Festiwalu nie oglądam, a tym bardziej się nie rozpisuję bo i po co? I tak recenzję i krytyki owego wydarzenia kulturalnego będzie można przeczytać w przyszłotygodniowej prasie. I obawiam się, że te same co w minionych latach.
Jedyną punktem imprezy, który przykuł moja uwagę, była Opolska Noc Kabaretowa.
Kabareton opolski ma bardzo bogatą tradycję - programy artystyczne kabaretu Dudek, Tey, występy Jerzego Kryszaka, Jana Pietrzaka czy też Krzysztofa Piaseckiego do dziś ogląda się z przyjemnością i rozrzewnieniem. Wiele tekstów i zapisów audio a czasem i wideo można znaleźć w Internecie i trzeba przyznać, że cieszą się one niesłabnącym powodzeniem.
W tym roku organizatorzy postawili na młodych twórców i młode kabarety. I dobrze - w Opolu powinniśmy zobaczyć to co nowe, świeże i najlepsze. I rzeczywiście, było młodo, nowo i świeżo. Jednak wiele skeczów z najlepszością miało niewiele wspólnego. A zaczęło sie dobrze: od kabaretu Ani Mru Mru. Występ może nie powalał na kolana, istnieją przecież lepsze numery duetu Marcin Wójcik - Michał Wójcik. Kabaret ma jednak swoją renomę, więc i ten występ można uznać za udany. Następnie pojawiła się Grupa Rafała Kmity ze znanym już, aczkolwiek nadal świetnym skeczem radiowym. Kto widział, wie o co chodzi. I tu zaczęły się schody, które rozwiały wokół mnie aurę kabetowego podekscytowania. Jedną z owych radiowych częstotliwości Grupy Rafała Kmity był Piotr P. - znakomity aktor, umoczony jednak w wymuszanie haraczu od swoich kolegów po fachu. Sprawa nieco zapomniana, ale chyba jeszcze nie wyjaśniona. Czy zatem taka osoba powinna się pojawić na, jakby nie było ważnym w kulturalnym kalendarzu festiwalu? To pytanie do organizatorów. Pytań, jednak już innego kalibru powinno pojawić się oglądając dalszą część kabaretowo-opolskiego spektaklu. Oto na scenę wpłynął Grzegorz Halama. Jak dla mnie człowiek nie tyle śmieszny, co irytujący. Artysta ma jednak wielu zwolenników i sądzę, że mimo mojej subiektywnej opinii miejsce na deskach opolskiego amfiteatru mu się należy.
Potem pojawił się kabaret Mumio i jednocześnie pojawiła się senność... Wspomnienia ćwiczeń mimicznych, mazów i kopytka pozwoliły przetrwać wijącego się w konwulsjach występu. Kolejnym punktem programu i gwoździem do trumny był Tomasz Jachimek. Twarz ciekawa, oryginalna i kabaretowa. Występ za to nudny i chaotyczny. Jego długość pozwoliła mi jednak na wyskoczenie za potrzebą i zrobienie kilku kanapek. Taka przerwa, reklamowa jakby.
Pod koniec pojawił się Jerzy Kryszak, zaś na końcu, po latach - Bohdan Smoleń. Obydwaj panowie nie zabawili długo, zapachniało za to starymi i dobrymi czasami kabaretu opolskiego.
Czyżby oznaczało to, że młode pokolenie nie potrafi robić kabaretu?
Cóż, w każdej dziedzinie życia jest tak, że jedni robią coś lepiej, inni gorzej. Opolska Noc Kabaretowa pokazała niestety, że gorzej. Były oczywiście i plusy. Była doskonała, wręcz mistrzowska konferansjerka w wykonaniu Macieja Stuhra. Jego prezentacja męskich (krakowskich w dodatku!) i żeńskich rozmów przez telefon rozbawiła mnie niemal do łez. Przez cały czas trwania programu przewijali się członkowie Kabaretu Moralnego Niepokoju, którzy w ciekawy i również rozweselający sposób poszukiwali skradzionej kuny. Uznania i grand prix należą się za skecz z Bożydarem. To jednak były tylko przerywniki między występami powiewającymi nudą i sennością. Publiczność opolska wydawała się (a jakże) rozbawiona, szczególnie bliskim towarzystwem wędrującej kamery. Mi niestety ten humor aż w takim stopniu się nie udzielił. Może za mało procentów i innych rozmaitych używek. Może w większym gronie
i na rześkim, czerwcowym powietrzu tego typu widowiska ogląda się z większą dawką optymizmu. Proponuję jednak na przyszłość staranniej dobierać artystów do kolejnych nocno-kabaretowych opolskich występów. Może połączyć stare z nowym? Znaleźć miejsce i dla Pietrzaka i dla Piaseckiego, nie odpychając jednocześnie młodych, zdolnych i co najważniejsze potrafiących rozśmieszyć kabareciarzy? Dobrym pomysłem byłoby również przeniesienie środka ciężkości humoryzmu z przerywników podczas których zmienia się scenerię, na rzecz występów i skeczów poszczególnych artystów, którzy chyba są fundamentem każdego takiego programu.
W przeciwnym razie Opolska Noc Kabaretowa będzie tylko na siłę przeciąganą z roku na rok tradycją, w której jasną stroną pozostanie jedynie przeszłość z ciemną stroną teraźniejsza chała i wiejąca nuda. Jeżeli owa teraźniejszość stanie fundamentalną zasadą tworzenia następnych Opolskich Nocy Kabaretowych, myślę, że najlepszym wyjściem będzie wyjście w miasto w celu rozweselenia się w doborowym gronie przyjaciół. Albo po prostu pójście spać.
12.06.05, 15:52
DODAJ DO:
Tygodnik Medialny
numer 417 (02.10.2008)
numer 416 (25.09.2008)
numer 415 (18.09.2008)
numer 416 (25.09.2008)
numer 415 (18.09.2008)
Subskrybuj Tygodnik Medialny portalu MediaFM.net
Radio Kraków S.A.: młodszy księgowy (referent)
Radio Kraków S.A.: Przedstawiciel Handlowy
Radio Kraków S.A.: Dziennikarz
Domeny.pl: Programista aplikacji internetowych
Radio Kraków S.A.: Przedstawiciel Handlowy
Radio Kraków S.A.: Dziennikarz
Domeny.pl: Programista aplikacji internetowych













