MediaFM.net :: prowokator

Bo ja jestem bohaterem... czyli Spider-man 3


Piotr Zagniński:

W Stanach Zjednoczonych trzy dni wystarczyły aby uzyskać zwrot zainwestowanych w niego pieniędzy. Można by na tym poprzestać ale nie, Wielki Brat nas także postanowił uraczyć trzecią częścią "Spider-mana".

Może wiecie, że nie wszyscy polscy politycy pochodzą od małpy, ale warto wspomnieć, iż przynajmniej jeden Amerykanin pochodzi od pająka. Kolejny raz pojawia się w kinach. Jak to mawiają - do trzech razy sztuka. W filmie mamy marvelowskiego superbohatera na tle flagi jedynego poprawnego politycznie kraju. Walkę dobra ze złem, jedną kobietę, którą przez trzecią już część przerzuca się dwójka facetów. Oraz obiecane dylematy moralne bohatera, również tego złego. W dość przydługiej formie dowiadujemy się o tym, że aby zostać superbohaterem z rozterkami, można być mydłkiem nie dostrzegającym oczywistych faktów w zachowaniu ukochanej osoby. Nie cieszcie się, to nie wystarczy. Poza ręcznie robionym kostiumem i kilkoma maskami zawsze noszonymi w niewidocznym miejscu trzeba postarać się o nadnaturalne moce. Może to być ugryzienie radioaktywnego pająka, eksperyment szalonych fizyków czy gość z kosmosu, który chętnie się nimi podzieli.

Wypada cieszyć się z osiągnięcia przez technikę możliwości prezentowania pędzącej prawie z naddźwiękową szybkością "deskorolki", szkoda tylko, że ludzkie oko nie potrafi za nią nadążyć. Ponieważ Spider-man, Parker pokonuje kuszącą perspektywę pozostania na ciemnej ścieżce mocy i wraz z ukochaną płaczą nad ciałem konającego latającego Harrego "Pottera" Osborna, który zawrócił ze złej drogi i ocalił im życie, pewnie czeka nas kolejny film. Dlaczego? To oczywiste, pozostał już tylko jeden konkurent do ręki Mary Jane. Nasz chwilami dwuznaczny moralnie bohater godzi się z nią w ostatnich minutach filmu.

Dodatkowo "człowiek-piasek" może roznieść miasto, jeśli nie powiedzie się operacja jego chorej córeczki. Skoro superbohaterowie to ginący gatunek - w większości to single - pozostaje nam mieć nadzieję na zmianę tego stanu rzeczy przez Spider-mana. Jednak Boże chroń nas przed częścią czwartą.

Sumując film można obejrzeć w niedzielne popołudnie. Jeśli lubimy ciapowatych bohaterów polecam zobaczyć wcześniejsze dwie części, może uda się dostrzec dramatyzm w postępowaniu pewnych postaci i docenić modną ostatnio w kinie ewolucję harakteru.


Maria Illew:

Co otrzymamy, gdy połączymy ze sobą amerykańskiego chłopaka o zerowej inteligencji emocjonalnej, kolorowe gatki i supermoce uaktywnione za sprawą przybysza z kosmosu/wypadku/pająka/dowolnego wydarzenia, rzeczy lub osoby? Każdy Amerykanin zna odpowiedź na to pytanie – SUPERBOHATERA. Wszyscy wiedzą, że superbohater mądry być nie musi, wręcz może zachowywać się jak półidiota (szczególnie w zakresie własnego życia osobistego), byle tylko był nadprzeciętnie sprawny, silny i potrafił widowiskowo latać/rozciągać się/znikać/świecić/dowolny inny przejaw nadnaturalności. Wtedy organizuje się na jego cześć fiesty i zabawy, na których tłumy pieją z radości na widok supebohatera prężącego mięśnie na tle amerykańskiej flagi. A że jako zwykły człowiek nasz superbohater przez własną głupotę traci dziewczynę, bo nie rozumie jej zachowania czytelnego dla średnio rozwiniętego dziesięciolatka? – takie są minusy bycia superbohaterem. Albo plusy, bo dziewczyna i tak w końcu rzuci mu się w ramiona, a normalny facet w tej samej sytuacji byłby spalony na amen.

To wszystko widać wyraźnie na przykładzie ostatniego filmu o jednym z takich superbohaterów, „Spider-man 3”.Mamy tu wszystko, co powinno zawierać się w tego typu filmie: zło przez duże „zet” (i duże zęby), rozterki moralne bohatera muszącego wybrać między kostiumem czerwonym i czarnym, duże ilości piasku, dramat miłosny w trójkącie Peter – Harry – Mary Jane (odsłona trzecia... tylko tym razem ostatecznie rozwiązany przez śmierć Harry’ego na kiczowatym tle zachodzącego słońca), supernowoczesną latającą deskorolkę z zabójczymi ostrzami, która niestety porusza się zbyt szybko, by widz mógł się ją sobie dokładnie obejrzeć, oraz – jako nowość – dowód złego wpływu supergluta na osobowość człowieka. W rzeczywistości chodzi o symbiotyczną istotę z kosmosu, która uwypukla złe cechy nosiciela. Dzięki niej Peter przebiera się w eleganckie ubranie i zaczyna chodzić po ulicach tanecznym krokiem, pstrykając do tego rytmicznie palcami, a jego rywalowi-fotografowi Eddiemu pojawia się gustowny garnitur długich zębów i uśmiech z gatunku „od ucha do ucha”. Szkoda tylko, że ta niebezpieczna istota przypomina modną kiedyś dziecięcą zabawkę w postaci lepkich gumowych macek, które „schodziły” po ścianie, kiedy się nimi rzuciło. To nie dodaje jej powagi. Poza tym jest ona przeciwniczką religii katolickiej, gdyż boi się kościelnych dzwonów (jak tu taki film można było w katolickim kraju pokazać?)

Zastanawiam się tylko, komu można ten film polecić. Na pewno nie kobietom, bo głupota głównego bohatera w zakresie stosunków damsko – męskich jest wręcz kosmiczna i psuje do reszty wątpliwą przyjemność z oglądania (zagadka: dlaczego M.J. nie była zachwycona Spider-manem całującym publicznie tlenioną blondynkę w taki sam sposób, jak po raz pierwszy ją???). Dziesięciolatkom też nie, bo jeden na sąsiednim fotelu najwyraźniej przysypiał. Więc może po prostu tym, którzy w długie deszczowe popołudnie nie mają żadnego lepszego filmu pod ręką.

11.05.07, 16:57


Zobacz także: radio, Wydarzenia, ZAKR, Film, kosmos, AMS, dzieci, Dziewczyna, NEC, One,