Prowokator:
Zostawcie Alternatywy 4 w spokoju
MediaFM.net :: prowokator
W trakcie Długiego weekendu Telewizja Polska uraczyła nas trzema pilotowymi odcinkami serialu „Dylematu 5”. Za pieniądze pochodzące m.in. z pozostałości abonamentu (czyli z daniny za posiadanie odbiorników RTV tych, którzy jeszcze chcą płacić) postanowiono zaserwować widzom kontynuację losów bohaterów bloku przy ul. Alternatywy 4. Kultowego serialu Stanisława Barei chyba nie trzeba nikomu przedstawiać, ani tym bardziej omawiać. W nowej serii reżyserowanej przez Grzegorza Warchoła nastąpiła lekka zmiana pokoleniowa – wśród żywych nie ma już gospodarza Anioła, wynalazca Manc mieszka z dorosłym już synem, państwo Balcerkowie doczekali się wnuków. Zmienił się skład sąsiedzkiej załogi bloku – przybyła rodzina marzącego o awansie do „cebeesiu policjanta Wojtaszka,” Ewa Majewska nie związała się, jak mogłoby się zdawać z fabuły „Alternatyw”, z Markiem Mancem, lecz z ofermowatym hodowcą patyczaków.
O ile tego typu korekty pokoleniowe są niezbędne, o tyle fabuła i sens nowej serii są nie tyle zastanawiające co tragiczne. Przez całe trzy odcinki, zmieniając pozycję z półdupka na półdupek, starałem znaleźć choćby cień kontynuacji losów lokatorów bloku przy Alternatywy 4. Pracę scenarzysty nie można określić inaczej niż mianem chałtury, pańszczyzny i szeregiem wypocin. Prawdopodobnie w celu podbarwienia akcji twórcy postanowili „przetransferować” żonę lekarza Kołka do roli żony dźwigowego Kotka. W ostatnim odcinku dzieła Stanisława Barei obaj panowie pogodzili się, teraz znów omijają się szerokim łukiem. O ile jednak pod adresem Alternatywy 4 sąsiedzka wojna opierała się o spółdzielcze metraże, o tyle teraz przyczyna wzajemnej niechęci nie jest do końca znana – no bo być może chodzi o byłą żonę, jednak między byłą żoną a doktorem panuje zgoda, a w pewnych momentach nawet coś więcej niż zgoda. Walka pomiędzy „lewatywą” a dźwigowym wygląda więc trochę sztucznie – tam (w „Alternatywach 4”) się kłócili, więc niech i tu się kłócą.
U państwa Balcerków trudno teraz wyczuć atmosferę rodziny z warszawskiego Targówka. Pomimo starań grającego Balcerka Witolda Pyrkosza, dialogi z udziałem tego hodowcy gołębi brzmią nieco sztucznie i sprawiają wrażenie nieudolnej kopii scenariusza Stanisława Barei. Nagłą przemianę Miećki Aniołowej ze słabo wykształconej i pokornej kury domowej w operatywną przedstawicielkę dużego banku pozostawię bez komentarza. A gdzie się podziali „alternatywni” państwo Kolińscy z fenomenalną kreacją Haliny Kowalskiej w roli śpiewaczki?
Spośród „nowych” lokatorów bloku na właściwie na jedyną uwagę zasługuje kreacja Tomasz Sapryka w roli Jana Pokornego. Ten zazwyczaj drugoplanowy aktor, grający tutaj rolę przewodniczącego wspólnoty mieszkaniowej, w miarę udanie stara się wypełnić pustkę po swoim kultowym poprzedniku Stanisławie Aniele. Poza tym, gdyby nie doskonała, jak na warunki scenariusza, gra starszego pokolenia: Wojciecha Pokory, Witolda Pyrkosza czy Kazimierza Kaczora, można byłoby wyjść na spacer już po napisach tytułowych. Sama czołówka serialu - wykonana po najmniejszej linii oporu z muzyką rodem z wiejskiej zabawy w tle, może śmiało skłonić do rezygnacji z wieczoru przed telewizorem.
Po wielu, kilkuletnich zresztą dyskusjach o kontynuacji dzieła Stanisława Barei, stworzono coś, co aspiruje do miana co najmniej gniota dziesięciolecia. Wydawałoby się, że reżyserowi „Dylematu 5” Grzegorzowi Warchołowi, grającemu w „Alternatywach 4” reportera DTV, znany jest klimat komedii Barei. Wydawałoby się, że wystarczy ponownie zatrudnić aktorów, którzy przyczynili się do sukcesu pierwszej serii. I wydaje się, że twórcy „Dylematu 5” się przeliczyli – i to bardzo. Produkcji serialu nie należy bowiem traktować jako chałtury, opierając się jedynie na kultowej marce. Trzeba jeszcze wczuć się w styl poczucia humoru Stanisława Barei, dostosowując go do obecnych realiów życia codziennego. Śmiać na pewno jest się z czego, trzeba tylko wiedzieć (albo chcieć) jak przekazać widzom komizm wpółczesnych czasów. Twórca sukcesu serialu „Alternatywy 4” wiedział jak stworzyć coś, co po przeszło dwudziestu latach, po wielokrotnym obejrzeniu potrafi podobać się nadal. Teraz zapewne przewraca się w grobie, zaś my widzowie, jedyne co możemy zrobić to krzyknąć: zostawcie „Alternatywy 4” w spokoju!
04.05.07, 14:23
Komentarze:
Zobacz także:
Eska TV w wersji beta już nadaje
iPhone 3G w Era GSM
Kościerzyna: Radio Weekend na 100,7 MHz już gra
Wojna i Pokój na platformie n
DODAJ DO:
Wykop
Zostawcie Alternatywy 4 w spokoju
|
|
Tomek Dzik
W trakcie Długiego weekendu Telewizja Polska uraczyła nas trzema pilotowymi odcinkami serialu „Dylematu 5”. Za pieniądze pochodzące m.in. z pozostałości abonamentu (czyli z daniny za posiadanie odbiorników RTV tych, którzy jeszcze chcą płacić) postanowiono zaserwować widzom kontynuację losów bohaterów bloku przy ul. Alternatywy 4. Kultowego serialu Stanisława Barei chyba nie trzeba nikomu przedstawiać, ani tym bardziej omawiać. W nowej serii reżyserowanej przez Grzegorza Warchoła nastąpiła lekka zmiana pokoleniowa – wśród żywych nie ma już gospodarza Anioła, wynalazca Manc mieszka z dorosłym już synem, państwo Balcerkowie doczekali się wnuków. Zmienił się skład sąsiedzkiej załogi bloku – przybyła rodzina marzącego o awansie do „cebeesiu policjanta Wojtaszka,” Ewa Majewska nie związała się, jak mogłoby się zdawać z fabuły „Alternatyw”, z Markiem Mancem, lecz z ofermowatym hodowcą patyczaków.
O ile tego typu korekty pokoleniowe są niezbędne, o tyle fabuła i sens nowej serii są nie tyle zastanawiające co tragiczne. Przez całe trzy odcinki, zmieniając pozycję z półdupka na półdupek, starałem znaleźć choćby cień kontynuacji losów lokatorów bloku przy Alternatywy 4. Pracę scenarzysty nie można określić inaczej niż mianem chałtury, pańszczyzny i szeregiem wypocin. Prawdopodobnie w celu podbarwienia akcji twórcy postanowili „przetransferować” żonę lekarza Kołka do roli żony dźwigowego Kotka. W ostatnim odcinku dzieła Stanisława Barei obaj panowie pogodzili się, teraz znów omijają się szerokim łukiem. O ile jednak pod adresem Alternatywy 4 sąsiedzka wojna opierała się o spółdzielcze metraże, o tyle teraz przyczyna wzajemnej niechęci nie jest do końca znana – no bo być może chodzi o byłą żonę, jednak między byłą żoną a doktorem panuje zgoda, a w pewnych momentach nawet coś więcej niż zgoda. Walka pomiędzy „lewatywą” a dźwigowym wygląda więc trochę sztucznie – tam (w „Alternatywach 4”) się kłócili, więc niech i tu się kłócą.
U państwa Balcerków trudno teraz wyczuć atmosferę rodziny z warszawskiego Targówka. Pomimo starań grającego Balcerka Witolda Pyrkosza, dialogi z udziałem tego hodowcy gołębi brzmią nieco sztucznie i sprawiają wrażenie nieudolnej kopii scenariusza Stanisława Barei. Nagłą przemianę Miećki Aniołowej ze słabo wykształconej i pokornej kury domowej w operatywną przedstawicielkę dużego banku pozostawię bez komentarza. A gdzie się podziali „alternatywni” państwo Kolińscy z fenomenalną kreacją Haliny Kowalskiej w roli śpiewaczki?
Spośród „nowych” lokatorów bloku na właściwie na jedyną uwagę zasługuje kreacja Tomasz Sapryka w roli Jana Pokornego. Ten zazwyczaj drugoplanowy aktor, grający tutaj rolę przewodniczącego wspólnoty mieszkaniowej, w miarę udanie stara się wypełnić pustkę po swoim kultowym poprzedniku Stanisławie Aniele. Poza tym, gdyby nie doskonała, jak na warunki scenariusza, gra starszego pokolenia: Wojciecha Pokory, Witolda Pyrkosza czy Kazimierza Kaczora, można byłoby wyjść na spacer już po napisach tytułowych. Sama czołówka serialu - wykonana po najmniejszej linii oporu z muzyką rodem z wiejskiej zabawy w tle, może śmiało skłonić do rezygnacji z wieczoru przed telewizorem.
Po wielu, kilkuletnich zresztą dyskusjach o kontynuacji dzieła Stanisława Barei, stworzono coś, co aspiruje do miana co najmniej gniota dziesięciolecia. Wydawałoby się, że reżyserowi „Dylematu 5” Grzegorzowi Warchołowi, grającemu w „Alternatywach 4” reportera DTV, znany jest klimat komedii Barei. Wydawałoby się, że wystarczy ponownie zatrudnić aktorów, którzy przyczynili się do sukcesu pierwszej serii. I wydaje się, że twórcy „Dylematu 5” się przeliczyli – i to bardzo. Produkcji serialu nie należy bowiem traktować jako chałtury, opierając się jedynie na kultowej marce. Trzeba jeszcze wczuć się w styl poczucia humoru Stanisława Barei, dostosowując go do obecnych realiów życia codziennego. Śmiać na pewno jest się z czego, trzeba tylko wiedzieć (albo chcieć) jak przekazać widzom komizm wpółczesnych czasów. Twórca sukcesu serialu „Alternatywy 4” wiedział jak stworzyć coś, co po przeszło dwudziestu latach, po wielokrotnym obejrzeniu potrafi podobać się nadal. Teraz zapewne przewraca się w grobie, zaś my widzowie, jedyne co możemy zrobić to krzyknąć: zostawcie „Alternatywy 4” w spokoju!
04.05.07, 14:23
Komentarze:
Zobacz także:
Eska TV w wersji beta już nadaje
iPhone 3G w Era GSM
Kościerzyna: Radio Weekend na 100,7 MHz już gra
Wojna i Pokój na platformie n
DODAJ DO:
Praca w mediach
Dodaj ogłoszenie
Aktualne oferty:
Grupa mediafm.net: Dziennikarz (od kwietnia 2012 r.)
mediafm.net: Dziennikarz - praktykant (studenci)
Dodaj ogłoszenie
Dodaj ogłoszenie
Aktualne oferty:
Grupa mediafm.net: Dziennikarz (od kwietnia 2012 r.)
mediafm.net: Dziennikarz - praktykant (studenci)
Dodaj ogłoszenie
Tygodnik Medialny
numer 592 (09.02.2012)
numer 591 (02.02.2012)
numer 590 (26.01.2012)
numer 591 (02.02.2012)
numer 590 (26.01.2012)
Subskrybuj Tygodnik Medialny portalu MediaFM.net
Patronujemy:















