POPloty:

POPloty, TM nr 284
09.03.2006

POPloty, TM nr 283
02.03.2006

POPloty, TM nr 282
23.02.2006

POPloty, TM nr 281
16.02.2006

POPloty, TM nr 280
10.02.2006

POPloty, TM nr 279
02.02.2006

POPloty, TM nr 278
27.01.2006

POPloty, TM nr 277
19.01.2006

POPloty, TM nr 276
12.01.2006

POPloty, TM nr 275
06.01.2006







fakty turystyczne
MediaFM.net :: POPloty

POPloty


Tomek Dzik i Kuba Waj-Dzik
No i mamy pierwsze przypadki ptasiej grypy w Polsce. Pierwsze kichające łabędzie napotkano nigdzie indziej, tylko w Toruniu. Rząd tak się wystraszył tą okrutną i niosącą nutę kary opatrzności wiadomością, iż zataił wyniki badań aż na blisko dwa dni. Mieliśmy za to premiera jadącego utartą i bardzo znaną już ścieżką do Torunia (jeszcze nie autostradą). Premier jak zawsze zakończył swoje wystąpienie kwitując, że „i na to też znajdą się pieniądze”. Gratulujemy pomysłowości, kolejnej wpadki i kolejnego wydarzenia wionącego znaną już skądinąd propagandą sukcesu.

Ze zrozumiałych powodów Warszawa broni się jak może przed epidemią ptasiej grypy. Ale jak na złość minister rolnictwa Krzysztof Jurgiel (ten od limuzyn dla o. Ry(d)Zyka) ogłosił, że będzie jadł kurczaki. Zemsta ptaków, szczególnie tych lądowo-wodnych może być okrutna. Podobno w Tarnowie czekają już kontenery do gazowania chorych upierzonych…

My tu o kurczakach, a prezydent Szczecina Marian Jurczyk robi śledztwo, kto zjadł ciasteczka. Chodzi o przysmaki ufundowane przez miasto z okazji kombatanckiego wieczoru wigilijnego. Na każdego zaproszonego przypadało jedno ciasteczko. I nie dość, że przyszła zaledwie 1/10 zaproszonych, to jeszcze wszystkie ciasteczka zostały zjedzone. Czyli jeden matuzalem musiał zjeść ich aż około dziesięciu! Tego było już za wiele, dlatego teraz sprawdzane jest, dlaczego wszyscy nie przyszli, dlaczego tyle ciasteczek zostało zjedzonych oraz czy w trakcie imprezy nie była grana muzyka pobudzająca apetyt. Nie wiadomo, jakie represje spotkają zasiedziałych w domach kombatantów. Faktem staje się natomiast wyborcza obietnica taniego państwa – zaczynamy od ciasteczek.

Dziennikarze pierwszego źródła informacji, w niedzielę informowali na swoich stronach o znalezionym "łabądziu". Kolegom z Warszawy gratulujemy wynalazków językowych i zapraszamy do naszej redakcji po odbiór "Słownika poprawnej polszczyzny".

Donald Tusk 8 marca podrywał w Telewizji Wszystkich Polaków samą Monikę Olejnik. Dziennikarkę zamurowało po życzeniach od Donalda. Sam przewodniczący najpierw długo bidulek siedział i kombinował jak to powiedzieć. A jak powiedział, był zadowolony z siebie prawie jakby wygrał wybory prezydenckie. Cel jednak osiągnął - redaktorka została udobruchana.


Exprezydent Wszystkich Polaków Aleksander będzie wykładał na jednej z amerykańskich uczelni. Nie byłoby może w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, że uczelnia ma status katolickiej, a zakładali ją jezuici. W Polsce byłoby to nie do pomyślenia, ale Stany są znane ze swoich dziwactw, nawet takich.

Jarek chce, Lech nie chciał, znikający Sojusz chce, Platformersi się zastanawiają. LPR i Samoobrona są w kropce. Mowa oczywiście o spekulacjach, że jednak istnieje prawdopodobieństwo, że będziemy mogli sobie w najbliższym czasie wydać kilkadziesiąt milionów złotych na wybory. No co, Polska to bogaty naród, nie tylko w ideały i patriotyzm.

Jaja jak arbuzy. Marszałek doktor Andrzej Lepper broni media i wolności dziennikarzy. Za taką postawę politykowi dajemy tygodniową ulgę w naszej rubryce.

Tymczasem chcielibyśmy oświadczyć wszem i wobec, że wobec właściciela mediaFM.net mimo namowy samego brata prezydenta, dziennikarze nie wystąpili z buntem. Widocznie się boją naczelnego znanego z (nie)kulturalnego wykrzykiwania i pohukiwania...

Jeśli znak jakości PR z czymś może się jeszcze pozytywnym kojarzyć, to teraz utwierdzimy w Was przekonanie, że to już tylko mit. Jedna z rozgłośni spod wspomnianego znaku, na dwa dni przed wielkim wydarzeniem kulturalnym, zorientowała się, że nie da rady transmitować imprezy, bowiem wóz transmisyjny jest konserwowany. Szefostwo delikatnie zasugerowało organizatorom, że transmisji może nie być. W odpowiedzi kulturalnie obrzucono ich inwektywami i pokiwano paluszkiem. Derekcja się przestraszyła i pomyślała. W dzień imprezy rozstawiono przenośne studio nagrań na miejscu wydarzenia, które cały rejestrowało koncert. Co 30 minut szybciutko wypalano płytki i dziennikarze dowozili je do stacji, która to z 'dużym' poślizgiem transmitowała wydarzenie. Przy takich wynalazkach, nawet historie magazynu "Nie do wiary" wymiękają.
09.03.06, 22:24



Komentarze:





DODAJ DO:         Wykop Wykop       dodajdo.com       dodajdo.com