
Melencolia – najnowszy tomik poetycki Grzegorza Steca
MediaFM.net :: kulturałki
- Stec składa się z dwóch stron – nie może malować nie pisząc, ani pisać nie malując – mówiła na promocji tomiku poezji słuchaczka. Autor „Melencolii” co prawda mógłby nie być artystą, ale czy byłby wtedy Grzegorzem Stecem?
Krakowski malarz, poeta, absolwent ASP, autor licznych wystaw, głównie w Stanach Zjednoczonych – dał w najnowszym tomiku wyraz swoim artystycznym zamiłowaniom. Najbardziej dla niego charakterystyczne i – jak podkreśla – osobiste, są czarne obrazy, których reprodukcje wplótł między wiersze tomiku. Tomik „Melencolia” ukazał się w Klubie Artystyczno – Literackim Teatru Stygmator. Spotkanie prowadziła Violetta Zygmunt.
- To była dynamiczna, a nawet dynamitowa współpraca – mówi Beata Futro, redaktorka tomiku „Melencolia”. Krakowski artysta malarz i poeta na promocji owocu współpracy z panią Beatą nie zaprzeczył jej słowom. „Dynamitowe” wrażenie na pewno sprawiał entuzjastyczny sposób bycia redaktorki. Surowa jedynie dla formy korektorka nie naruszyła jednak duszy utworów.
Tytuł „Melencolia” nawiązuje do jednej z najsłynniejszych rycin Albrechta Dürera z 1514 roku. I podobnie jak ona, jego tomik też nie daje jednoznaczynych odpowiedzi. Intrygują choćby listy do wielkich malarzy. Kraków był od lat miejscem, w którym „konstruowano myśl”. Grzegorz Stec też konstruuje. Jak malarz od brzegu do brzegu wypełnia pędzlem barwnego języka wersy swoich utworów.
„Melencolia” to tomik przełomu, jakiegoś kryzysu w życiu artysty. Podkreśla to czerń reprodukcji. Obrazy te mają charakter graficzny, ale są wykonane na pilśniowej płycie farbą olejną. Grzegorz Stec jednak nie jest artystą w czerni, choć, jak mówił Józef Baran, nowy tom jest poważny, zanurzony w niej.
Melancholia była wcześniej bardziej wieloznacznym pojęciem. Określała nie tylko nastrój, ale także typ osobowości. Dlatego na rycinie Dürera może być zarówno samoświadomością artysty, jak i personifikacją melancholijnego temperamentu czy też geometrii.
Nawet artyście zdarzają się chwile zwątpienia, melancholii.
– Kiedy wątpię w sztukę, zadaję sobie pytanie, jak wyglądałby świat, gdyby jej nie było? Tomik zdaje się jednak nie być owocem stanu depresyjnego, bo w takiej melancholii nie jest nam przyjemnie, chcemy z niej uciec. Od „Melencolii” nie uciekamy. Paradoksalnie nie jest w swojej powadze i czerni ani duszna, ani ciemna.
- W czarno – białych pracach można zawrzeć wiele kolorów, chociaż to może brzmieć absurdalnie – mówi malarz. – Zawężenie kolorów pozwala choćby na dotknięcie światła.
W tle wieczoru obraz „Melancholia” jakby wyjęty spośród reprodukcji w tomiku. Pierwsza z trzech części tomiku dotyczy tej właśnie ryciny. Mówiąc o artystach, Grzegorz Stec zachowuje swój indywidualny ton. Nie pisze recenzji. Nie zachwyca się tak po prostu cenionymi twórcami, ale opowiada im – nie tylko w listach – o swoich wrażeniach ze spotkań z ich dziełami. I tak surrealistą, o którym warto pamiętać, jest dla niego Max Ernst i jego butelka – przeraźliwie pionowy obraz. Tylko butelka. I zupełnie nie-czarna:
… Ach tylko ona
jest tak zielona
i chyba Bóg
ten korek wgniótł
w jej cichą szyję
Czerwony szept.
Z pierwszej części wyzierają pytania – o rolę sztuki, o sens, jakby myślom dojrzałego już artysty wciąż zdarzało się błądzić, szukać:
Stanąłem w domu,
To znaczy gdziekolwiek,
Choć ścieżka biegła dalej.
Zatrzymałem konie,
Zatrzymałem ludzi,
Myśli nie zdołałem.
Po pierwszej części przychodzi kolej na następną, choć – są jeszcze inne wiersze z dürerowskiej części, ale czekają tam jeszcze inni faceci, którzy zajmowali się sztuką.
Druga część to Listy do malarzy.
Joachim Kołpanowicz wtórował hiszpańskimi utworami na gitarę artyście czytającemu „do” hiszpańskich malarzy. Dlaczego listy do artystów? Przecież pozostaną bez odpowiedzi. – Jeśli się obcuje na przykład z twórczością van Gogha, to można by z nią dialogować bez przerwy. Dlatego te listy w rzeczywistości nie pozostają bez odpowiedzi.
Ważny według Steca jest „List do Hieronima Boscha”. Jeśli do tej pory wszystko wydawało nam się dość proste, to teraz ostatecznie pozbywamy się tego wrażenia:
Świat nie jest tryptykiem.
Mieszaj farby, dobro ze złem,
Żongluj rzeczami!
Do Claude’a Moneta pisał:
twoja rozdwojona dusza błądziła
W zmienności świata, niepewna swego ciała.
U Steca wszystko zdaje się mieć wiele płaszczyzn, które mogą straszyć, ale czy dziś szukamy gotowych odpowiedzi? Może taki jest czas, że jesteśmy rozpięci między pytaniami wokół nas?
Czy jest bardziej poetą, czy bardziej malarzem – nie ma na to pytanie prostej odpowiedzi. W Krakowie byli już tacy artyści. Grzegorz Stec mówi o malarstwie, że z zamiłowania zrobił zawód. Życia bez poezji nie potrafi sobie natomiast wyobrazić.
– Niektórych rzeczy nie da się namalować albo opisać. Tak naprawdę obraz i wiersz to opowieść o tym samym, ale może w różnych aspektach.
Po listach czas na Dedykacje. Nie na początku, ale właśnie na końcu. Forma przenika treść i też potrafi zaskoczyć…
Jest tu dla Lecha Dziewulskiego …że nie my życie, ale ono nas układa (…) że chociaż wiemy, żyjemy jakbyśmy nie wiedzieli, „Dedal”, którego moża kierować do Herberta - …zaczyna rozumieć, że jest wolny, że już nie może uciec. Stałość rozczarowuje. Nie jest tak ciekawa. Od wolności przecież nie można już uciekać.
Jest też Szymborska, choć nie dla kontrastu z Herbertem. O przeczytanie wiersza poprosił słuchacz. Przejęzyczenie i prośba o wiersz do Wisłockiej zamiast do Wisławy Szymborskiej wywołała nie tylko śmiech, ale i propozycję napisania nowych utworów. Beata Futro przyznała, że nie miałaby nic naprzeciw, gdyby kolejny tomik Grzegorza Steca dotyczył erotyki.
– Ja powinienem się tym zająć dwadzieścia lat temu – bronił się artysta. – Ja się czuję wrobiony.
Prawdą jest jednak, że poeta planował kiedyś wystawę „Czułość”.
Na końcu tomiku widzimy to, co mieliśmy dostrzec – malarza czerni, który wydobywa nią właśnie światło, to ono jest ważniejsze. „Kolekcjoner światła” kierowany do przyjaciela mógłby tak określać samego autora. Gdy mrok rozkołysze łodzie, a nietoperze cicho skubią księżyc… on nie pogrąża się w ciemności, ani nie prowadzi odbiorcy ku czerni. To właśnie mrokiem rozkołysana łódź płynie do światła. Jakiego? I to pytanie nie dostaje jednej odpowiedzi, bo w ostatnie wersy „Listu do van Gogha” wkrada się niepokój:
Przecież mówiełeś, że światło…
Mówiłem o innym świetle.
18.06.07, 19:41
Komentarze:
Zobacz także:
iPhone 3G w Era GSM
Kartki.onet.pl: uwaga na świąteczne przesyłki ze złośliwym oprogramowaniem
Ruszyło nowe TanieLatanie.net
DODAJ DO:
Wykop
Subskrybuj kanał RSS w wiadomościami MediaFM.net z działu kultura
Melencolia – najnowszy tomik poetycki Grzegorza Steca
|
|
Magdalena Jakubczak
Ziarenkiem piasku dusi się klepsydra…
- Stec składa się z dwóch stron – nie może malować nie pisząc, ani pisać nie malując – mówiła na promocji tomiku poezji słuchaczka. Autor „Melencolii” co prawda mógłby nie być artystą, ale czy byłby wtedy Grzegorzem Stecem?
Krakowski malarz, poeta, absolwent ASP, autor licznych wystaw, głównie w Stanach Zjednoczonych – dał w najnowszym tomiku wyraz swoim artystycznym zamiłowaniom. Najbardziej dla niego charakterystyczne i – jak podkreśla – osobiste, są czarne obrazy, których reprodukcje wplótł między wiersze tomiku. Tomik „Melencolia” ukazał się w Klubie Artystyczno – Literackim Teatru Stygmator. Spotkanie prowadziła Violetta Zygmunt.
- To była dynamiczna, a nawet dynamitowa współpraca – mówi Beata Futro, redaktorka tomiku „Melencolia”. Krakowski artysta malarz i poeta na promocji owocu współpracy z panią Beatą nie zaprzeczył jej słowom. „Dynamitowe” wrażenie na pewno sprawiał entuzjastyczny sposób bycia redaktorki. Surowa jedynie dla formy korektorka nie naruszyła jednak duszy utworów.
Tytuł „Melencolia” nawiązuje do jednej z najsłynniejszych rycin Albrechta Dürera z 1514 roku. I podobnie jak ona, jego tomik też nie daje jednoznaczynych odpowiedzi. Intrygują choćby listy do wielkich malarzy. Kraków był od lat miejscem, w którym „konstruowano myśl”. Grzegorz Stec też konstruuje. Jak malarz od brzegu do brzegu wypełnia pędzlem barwnego języka wersy swoich utworów.
„Melencolia” to tomik przełomu, jakiegoś kryzysu w życiu artysty. Podkreśla to czerń reprodukcji. Obrazy te mają charakter graficzny, ale są wykonane na pilśniowej płycie farbą olejną. Grzegorz Stec jednak nie jest artystą w czerni, choć, jak mówił Józef Baran, nowy tom jest poważny, zanurzony w niej.
Melancholia była wcześniej bardziej wieloznacznym pojęciem. Określała nie tylko nastrój, ale także typ osobowości. Dlatego na rycinie Dürera może być zarówno samoświadomością artysty, jak i personifikacją melancholijnego temperamentu czy też geometrii.
Nawet artyście zdarzają się chwile zwątpienia, melancholii.
– Kiedy wątpię w sztukę, zadaję sobie pytanie, jak wyglądałby świat, gdyby jej nie było? Tomik zdaje się jednak nie być owocem stanu depresyjnego, bo w takiej melancholii nie jest nam przyjemnie, chcemy z niej uciec. Od „Melencolii” nie uciekamy. Paradoksalnie nie jest w swojej powadze i czerni ani duszna, ani ciemna.
- W czarno – białych pracach można zawrzeć wiele kolorów, chociaż to może brzmieć absurdalnie – mówi malarz. – Zawężenie kolorów pozwala choćby na dotknięcie światła.
W tle wieczoru obraz „Melancholia” jakby wyjęty spośród reprodukcji w tomiku. Pierwsza z trzech części tomiku dotyczy tej właśnie ryciny. Mówiąc o artystach, Grzegorz Stec zachowuje swój indywidualny ton. Nie pisze recenzji. Nie zachwyca się tak po prostu cenionymi twórcami, ale opowiada im – nie tylko w listach – o swoich wrażeniach ze spotkań z ich dziełami. I tak surrealistą, o którym warto pamiętać, jest dla niego Max Ernst i jego butelka – przeraźliwie pionowy obraz. Tylko butelka. I zupełnie nie-czarna:
… Ach tylko ona
jest tak zielona
i chyba Bóg
ten korek wgniótł
w jej cichą szyję
Czerwony szept.
Z pierwszej części wyzierają pytania – o rolę sztuki, o sens, jakby myślom dojrzałego już artysty wciąż zdarzało się błądzić, szukać:
Stanąłem w domu,
To znaczy gdziekolwiek,
Choć ścieżka biegła dalej.
Zatrzymałem konie,
Zatrzymałem ludzi,
Myśli nie zdołałem.
Po pierwszej części przychodzi kolej na następną, choć – są jeszcze inne wiersze z dürerowskiej części, ale czekają tam jeszcze inni faceci, którzy zajmowali się sztuką.
Druga część to Listy do malarzy.
Joachim Kołpanowicz wtórował hiszpańskimi utworami na gitarę artyście czytającemu „do” hiszpańskich malarzy. Dlaczego listy do artystów? Przecież pozostaną bez odpowiedzi. – Jeśli się obcuje na przykład z twórczością van Gogha, to można by z nią dialogować bez przerwy. Dlatego te listy w rzeczywistości nie pozostają bez odpowiedzi.
Ważny według Steca jest „List do Hieronima Boscha”. Jeśli do tej pory wszystko wydawało nam się dość proste, to teraz ostatecznie pozbywamy się tego wrażenia:
Świat nie jest tryptykiem.
Mieszaj farby, dobro ze złem,
Żongluj rzeczami!
Do Claude’a Moneta pisał:
twoja rozdwojona dusza błądziła
W zmienności świata, niepewna swego ciała.
U Steca wszystko zdaje się mieć wiele płaszczyzn, które mogą straszyć, ale czy dziś szukamy gotowych odpowiedzi? Może taki jest czas, że jesteśmy rozpięci między pytaniami wokół nas?
Czy jest bardziej poetą, czy bardziej malarzem – nie ma na to pytanie prostej odpowiedzi. W Krakowie byli już tacy artyści. Grzegorz Stec mówi o malarstwie, że z zamiłowania zrobił zawód. Życia bez poezji nie potrafi sobie natomiast wyobrazić.
– Niektórych rzeczy nie da się namalować albo opisać. Tak naprawdę obraz i wiersz to opowieść o tym samym, ale może w różnych aspektach.
Po listach czas na Dedykacje. Nie na początku, ale właśnie na końcu. Forma przenika treść i też potrafi zaskoczyć…
Jest tu dla Lecha Dziewulskiego …że nie my życie, ale ono nas układa (…) że chociaż wiemy, żyjemy jakbyśmy nie wiedzieli, „Dedal”, którego moża kierować do Herberta - …zaczyna rozumieć, że jest wolny, że już nie może uciec. Stałość rozczarowuje. Nie jest tak ciekawa. Od wolności przecież nie można już uciekać.
Jest też Szymborska, choć nie dla kontrastu z Herbertem. O przeczytanie wiersza poprosił słuchacz. Przejęzyczenie i prośba o wiersz do Wisłockiej zamiast do Wisławy Szymborskiej wywołała nie tylko śmiech, ale i propozycję napisania nowych utworów. Beata Futro przyznała, że nie miałaby nic naprzeciw, gdyby kolejny tomik Grzegorza Steca dotyczył erotyki.
– Ja powinienem się tym zająć dwadzieścia lat temu – bronił się artysta. – Ja się czuję wrobiony.
Prawdą jest jednak, że poeta planował kiedyś wystawę „Czułość”.
Na końcu tomiku widzimy to, co mieliśmy dostrzec – malarza czerni, który wydobywa nią właśnie światło, to ono jest ważniejsze. „Kolekcjoner światła” kierowany do przyjaciela mógłby tak określać samego autora. Gdy mrok rozkołysze łodzie, a nietoperze cicho skubią księżyc… on nie pogrąża się w ciemności, ani nie prowadzi odbiorcy ku czerni. To właśnie mrokiem rozkołysana łódź płynie do światła. Jakiego? I to pytanie nie dostaje jednej odpowiedzi, bo w ostatnie wersy „Listu do van Gogha” wkrada się niepokój:
Przecież mówiełeś, że światło…
Mówiłem o innym świetle.
18.06.07, 19:41
Komentarze:
Zobacz także:
iPhone 3G w Era GSM
Kartki.onet.pl: uwaga na świąteczne przesyłki ze złośliwym oprogramowaniem
Ruszyło nowe TanieLatanie.net
DODAJ DO:
Subskrybuj kanał RSS w wiadomościami MediaFM.net z działu kultura
Praca w mediach
Dodaj ogłoszenie
Aktualne oferty:
Grupa mediafm.net: Dziennikarz (od kwietnia 2012 r.)
mediafm.net: Dziennikarz - praktykant (studenci)
Dodaj ogłoszenie
Dodaj ogłoszenie
Aktualne oferty:
Grupa mediafm.net: Dziennikarz (od kwietnia 2012 r.)
mediafm.net: Dziennikarz - praktykant (studenci)
Dodaj ogłoszenie
Tygodnik Medialny
numer 593 (16.02.2012)
numer 592 (09.02.2012)
numer 591 (02.02.2012)
numer 592 (09.02.2012)
numer 591 (02.02.2012)
Subskrybuj Tygodnik Medialny portalu MediaFM.net
Patronujemy:















